ROZDZIAŁ 23
Zakazany owoc
Orion kręcił się jeszcze przez jakiś czas po tym jak Wybrańcy zajęli swoje miejsca. Andrzej miał wreszcie okazję przyjrzeć mu się dokładnie. Na oko nie mógł być wiele starszy od chłopaka. Być może z tego wynikało jego lekkie zdenerwowanie. Wyraźnie wyglądało jakby czuł, że nie jest na właściwym miejscu. Pewnie nie był przyzwyczajony, że jego uczniowie właściwie są jego rówieśnikami. Albo zwyczajnie peszyło go, że co najmniej jedna para oczu patrzy na niego jak na ciało... bynajmniej nie pedagogiczne.
— Przyznam, iż nie przywykłem do pracy w takich warunkach — odezwał się rozkładając na stole mapy nieba, które nie bardzo chciały się tam mieścić. — Antigravitati.
Plansze pofrunęły w górę i zawisły w powietrzu przed Wybrańcami. Dwa potrójne zestawy przedstawiały artystyczne wizualizacje gwiazdozbiorów Barana i Byka, a także ich schematyczne obrazy widziane z Ziemi i Azrozu.
— Co ty już tam notujesz? — spytała Gosia widząc Andrzeja skrobiącego piórem po pergaminie. — Przecież jeszcze w zasadzie nic nie powiedział.
W odpowiedzi chłopak tylko uśmiechnął się pod nosem.
— No, tak lepiej — stwierdził Orion. — Zwykle gwiazdozbiory omawiam nocą, kiedy są widoczne na niebie, ale dzisiaj musi nam wystarczyć to.
Centaur zapowiedział im, że co prawda jego Rasa specjalizuje się konkretnie w gwiazdozbiorach, ale podstawy horoskopu także zna, więc postara się zastąpić Rudida jak najlepiej. Zgodnie z planem zajęć mieli poznać każdy ze znaków zodiaku. Tego dnia dwa pierwsze.
— Na początek może trochę historii — Orion zaczął wykład. — Nazwa gwiazdozbioru Barana pochodzi od złotego mitologicznego barana, na którym beocki książę Fryksos przybył do Kolchidy, kiedy uciekał przed śmiercią. Miał skończyć na ołtarzu ofiarnym. W podzięce za ocalenie Fryksos podarował barana Zeusowi, a ten umieścił go wśród gwiazd. Złote runo zaś zostało podarowane Ajetesowi, królowi Kolchidy. Później stało się ono celem wyprawy… No właśnie. Czy ktoś z was wie, kto szukał złotego runa?
W górze pojawiły się ręce Basi i Andrzeja. Mimo, że chłopak był pierwszy, Centaur dał głos jego kuzynce.
— Złote runo było celem Jazona i Argonautów.
— Bardzo dobrze. A wiecie może jak nazywał się okręt, którym płynęli? — tym razem nikt nie zgłosił się do odpowiedzi. — Ten statek to Argo, ale nie musicie tego wiedzieć. Zapiszcie sobie też nazwy trzech pierwszych gwiazd Barana: Hamal, Sheratan i Masertim.
Oczywiście zarówno gwiazdozbiór Barana jak i inne miały znacznie więcej gwiazd, ale w Azrozie największą wagę przywiązywano do trzech pierwszych ciał niebieskich każdego gwiazdozbioru. Andrzej nie był pewien z czego to może wynikać. Z tego co pamiętał ze szkoły gwiazdy owszem, nie stały w miejscu tylko poruszały się jak każda materia w kosmosie, ale był to ruch na tyle powolny, że niezauważalny na co dzień. A może nie chodziło o prędkość, a o odległość. Tego już nie pamiętał. W każdym razie trudno mu było sobie wyobrazić jakąś drastyczną zmianę w położeniu tych gwiazd, którą dałoby się obserwować w krótkim odstępie czasu. Z drugiej strony czas w Azrozie płynął inaczej niż na Ziemi, a wiele Ras zdawało się być długowiecznymi. Miały więc dość czasu, by dostrzec wszelkie zmiany na niebie. Swoją drogą to nasunęło chłopakowi pewną myśl.
— Co do drugiego gwiazdozbioru — Orion kontynuował — to przedstawia on byka, w którego wedle mitu zmienił się Zeus, żeby porwać fenicką księżniczkę Europę. Główne gwiazdy Byka to.. Tak? — musiał przerwać, bo Basia podniosła rękę.
— Czy to prawda?
— Zależy, która część. Faktem jest, że Zeus potrafi zamienić się w byka. Chociaż nie jest w tym odosobniony. Co do Europy to tę znam tylko z mitów, ale większość podań nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Więc nie, nie porwał Europy. Wracając do Byka, jego główne gwiazdy to Aldebaran, Elnath oraz Alkione. W kwestii gwiazdozbiorów to tyle. Przechodząc do horoskopu, Baran jest znakiem ludzi urodzonych w…
— Marcu i kwietniu — wtrąciła się Gośka.
— A Byk w kwietniu i maju — dodała Basia.
— Konkretnie czas Barana przypada na okres od 22 marca do 20 kwietnia, a Byk od 21 kwietnia do 21 maja — uzupełnił Andrzej.
— Nie wiedziałem, że interesujecie się horoskopami — Orion był pod wrażeniem.
— On się interesuje — uściśliła Gosia wskazując kuzyna. — Ja urodziłam się w pierwszej, a Baśka w drugiej połowie kwietnia.
— Ale podręcznikowej charakterystyki znaków zodiaku chyba nie znacie, co? — upewnił się Centaur. Kiedy pokręcili głowami, powiedział — To dobrze, w takim razie mam tu jeszcze coś do roboty.
W tej chwili Lukrecja zawołała ich na obiad, więc tak się akurat złożyło, że w tym konkretnym momencie jednak nie miał nic więcej do zrobienia. Ostatnio Wybrańcom topniał czas wolny między zajęciami. Lekcje kończyły się, gdy któraś ze Skrzatek przypominała wykładowcom o posiłku. Ale Wybrańcy się nie skarżyli, w zasadzie nie zwracali nawet uwagi na to, że siedzą na zajęciach dłużej niż powinni. Wyglądało na to, że zaczynało ich interesować to, czego się uczyli.
Po obiedzie, na który podano kremową zupę z kukurydzy i przepiórki w sosie żurawinowym, Andrzej miał okazję porozmawiać z Gosią o tym, co przyszło mu do głowy podczas zajęć. Chwila była tym lepsza, że Baśka gdzieś poszła.
— Ile według ciebie Orion może mieć lat? — spytał.
— Pewnie jakieś 260 — prychnęła.
Chłopak zastanowił się przez moment. To byłoby podobne do jego młodszej kuzynki, żeby za jednym zamachem złamać wszelkie możliwe normy. Nie dość, że zadurzyła się w pół-koniu z królewskim rodowodem, to jeszcze dużo starszym.
— Chodzi mi o ziemskie lata — powrócił myślami do głównego nurtu rozmowy.
— Jakieś 26 — oceniła Gośka. — Więc nawet gdyby starzał się normalnie i był w pełni facetem, to i tak za starym dla niej.
— 26 mówisz… Myślałem, że nie może być wiele starszy ode mnie.
— Nie obraź się, ale ty wyglądasz tak młodo, że nie dziwię się, że masz problem z oceną wieku u innych. Poza tym względem ciebie i mnie jego wiek nie jest aż tak zróżnicowany, co między nim a Baśką.
— Masz rację. Słuchaj, może trzeba z nimi pogadać?
— Właśnie chciałam cię o to prosić — przyznała dziewczyna.
— No dobra — westchnął. — Odbędziemy z Orionem męską rozmowę. Moją pierwszą w życiu…
— Andrzej, chciałam, żebyś porozmawiał z Baśką.
Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Gosia wyjaśniła mu, że o ile rozmawiając z Orionem powinna dać sobie radę z samokontrolą, to w przypadku siostry nie byłaby już tego taka pewna. Lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby się teraz nie kłócili. Ciężko było się z nią nie zgodzić.
Kiedy zeszli na zajęcia, Basia już siedziała na swoim miejscu pochylając się nad jakimś papierem. Orion stał nad nią. Żadne z nich nie zauważyło jak pozostali Wybrańcy zeszli do ogrodu. Kiedy Centaur dotknął ręki Basi, Andrzej zastanawiał się czy nie przytrzymać drugiej kuzynki. Ten widok niemal dosłownie ją poraził.
— Głęboki wdech — szepnął. — Nie szalej. Sama mówiłaś, że nie trzeba nam awantur. – Na głos powiedział za to — Jesteśmy.
— Och — Basia zachowywała się jak gdyby nigdy nic. Centaurowi nawet nie drgnęła dłoń, która teraz spoczywała obok ręki dziewczyny. — Orion pokazywał mi jak znaleźć na mapie nieba Pas Oriona.
— Mam nadzieję, że nic poni… — Gośka nie dokończyła, bo Andrzej nadepnął jej na stopę. Posłał jej ostrzegawcze spojrzenie i syknął, żeby siadała. — Mam nadzieję, że nicpoń Basia cię nie zamęcza — poprawiła się dziewczyna opanowując nerwy. Zmusiła się nawet do uśmiechu.
— Nicpoń? — Centaur odpowiedział uśmiechem. — Była bardzo grzeczna. Ale dość rozrywki, czas zabierać się do pracy.
Orion opisał im cechy charakterystyczne dla ludzi urodzonych pod znakami Barana i Byka. Ci pierwsi kochali wolność i chętnie podejmowali każde możliwe wyzwanie. Kiedy coś szło nie po ich myśli, robili się niecierpliwi, a sugestie innych osób przyjmowali niechętnie. Charakteryzowali się ogromną energią, ale jej nadmiar niestety czasem potrafił przeradzać się w agresję. Barany niechętnie szły na kompromis, co niejednokrotnie naruszało więzi przyjaźni. A przyjaciół wybierali sobie pełnych energii i dobrze ułożonych, czemu sprzyjała ich szczerość i otwartość.
Według Andrzeja niewiele z tego opisu pasowało do Gosi, ale już dawno nauczył się, że ludzie są zbyt bardzo złożeni, żeby można było ich określić od A do Z na podstawie jednego znaku zodiaku. Aby opisać człowieka w miarę dobrze, trzeba by wszystkie jego znaki z różnych horoskopów rozłożyć na czynniki pierwsze. W każdym bowiem znalazłaby się jedna bądź dwie cechy idealnie pasujące do tego człowieka. Zresztą astrologowie stosowali indywidualne horoskopy, które zawierały układ stworzony na podstawie nie tylko daty urodzenia z rokiem, ale nawet godziną narodzin. Przy takich szczegółowych danych była ponoć szansa, że horoskop dobrze opisze daną osobę.
Także drugi znak zodiaku nie bardzo oddawał charakter Wybranki, która się pod nim urodziła. Z tego co mówił Orion, Byki były nastawione pokojowo, ale zdeterminowane. To akurat się zgadzało, ale już stwierdzenie, jakoby miały skłonność do gwałtownych wybuchów gniewu, nie zawsze ukierunkowanych do właściwych osób, przynajmniej w przypadku Baśki można było włożyć między mity. Bardziej zgodne z prawdą było to, że Byki były inteligentne i odporne na zmiany. Bo Andrzej nie powiedziałby, że jego młodsza kuzynka próbowała dopasować się do innych ludzi. To dopasowanie wynikało raczej z jej uniwersalnego charakteru. Faktem za to było, że nie bała się wyzwań. W końcu to właśnie ona pierwsza zdecydowała, że powinni przybyć do Azrozu. Za to stwierdzenie, iż mimo spokoju i generalnemu sprzeciwu wobec rozwiązań siłowych, będzie walczyć gdy ktoś ją sprowokuje, w przypadku Wybranki Veneris sprawdzało się co do joty.
Podczas zbierania map Orion zostawił przy rzeczach Basi jakiś zwitek. Gosia nie zauważyła tego, zajęta zbieraniem swoich rzeczy, ale nie uszło to uwadze Andrzeja. Po zajęciach najstarsza Wybranka pierwsza ruszyła na polanę, gdzie już czekały Elfy. Za nią szła siostra pogrążona w lekturze listu. Kiedy skończyła, zmięła go i, jak jej się zdawało, niepostrzeżenie rzuciła na ziemię dodatkowo przydeptując. Nie wzięła jednak pod uwagę, że ktoś może jej się przyglądać. Andrzej upewnił się, że sam nie jest obserwowany i wyciągnął rękę w kierunku listu. — Antigravitati — szepnął. Kiedy kartka powoli pofrunęła do góry, chłopak chwycił ją i przeczytał. Teraz wiedział już, że musi zrobić dwie rzeczy. Zniszczyć tę notatkę zanim wpadnie w ręce Gośki i zdecydowanie porozmawiać z Baśką. Póki co miał jednak co innego na głowie. Na polanie wreszcie pojawił się Rudid. Chłopak wsunął świstek głęboko do kieszeni spodni i dołączył do pozostałych.
— Czego się dowiedziałeś? — spytał Czarodzieja.
— To był przypadek — stwierdził mężczyzna. — Byłeś zły, przez co nie panowałeś nad zaklęciem. To wymknęło się spod kontroli i trafiło trzy cele.
— A rozbłyskująca woda? — spytała Basia.
— Złudzenie optyczne. Podświetliły ją promienie słońca.
— Czy możemy zamienić słowo na osobności? — powiedział Wybraniec. — Z tobą i Elfami.
Rudid i jego pomocnicy poszli za chłopakiem. Ten przeprosił ich za zajście podczas zajęć. Powinien zrobić to od razu, ale Rudid i Cloridia zniknęli w domu, a potem jakoś nie było okazji. Elfy zapewniły, że nie żywią urazy, ale Czarodziej przestrzegł go, by kierował się pozytywnymi emocjami, bo te negatywne łatwo wzbudzić i bardzo doładowują Maga, ale ich destrukcyjna siła jest trudna do opanowania. Brzmiało znajomo.
Kiedy wrócili do dziewczyn, Wybrańcy poznali opis i działanie zaklęcia leczniczego. Na szczęście w przypadku tego czaru nie trzeba było skupiać się na konkretnej tkance. Wystarczyło zbliżyć ręce do rany lub bolącego miejsca. Czas leczenia zależał od tego jak poważna była rana i oczywiście od aury Maga. Generalnie zaklęcie to nadawało się do leczenia skaleczeń i mniejszych ran, głównie takich, które na Ziemi nie wymagałyby szycia. Z czasem mieli szansę na opanowanie czaru w takim stopniu, by mogli wyleczyć też głębokie zranienia.
— Punctum — Rudid skierował zaklęcie po kolei na palce wskazujące każdego z Wybrańców. Po chwili na opuszkach pojawiały się krople krwi. Przypomniało to trochę test na czas krwawienia.
— Regeneratio — Andrzej spodziewał się, że ranka na chwilę rozbłyśnie lub stanie się z nią cokolwiek innego. Ale dziurka po prostu się zasklepiła i tyle.
Ćwiczyli ten schemat jeszcze jakiś czas. Stopniowo przechodzili przez coraz silniejsze czary powodujące stłuczenia, otarcia, a nawet oparzenia. W końcu przyszła kolej na poważniejsze rany.
— Fustis — Gotard rzucił zaklęcie na Andrzeja.
Chłopak wygiął plecy, gdy poczuł, że skóra na nich pęka, jak biczowana. Najbardziej obawiał się takich właśnie czarów. Nigdy nie był odporny na ból.
— Skup się! — powiedział mu Rudid.
— Jeśli zostałeś zraniony w miejscu, do którego nie mają dostępu ręce, przyłóż je do głowy. Ona jest głównym ośrodkiem energetycznym Magów. Z niej bierze się ich siła.
— Regeneratio — chłopak chwycił się głowy czując się przy tym strasznie głupio. Ale rada Czarodzieja okazała się przydatna. Ból ustał natychmiast i po chwili Wybraniec był pewny, że rany zniknęły.
— Vulnus — Emilina zaatakowała Basię. Na ramieniu dziewczyny pojawiła się czerwona pręga, ale nic poza tym. Wybranka skrzywiła się, ale generalnie nic jej się nie stało i nie było potrzeby rzucać czaru leczniczego.
— Poza supersiłą ma też grubą skórę oraz sporą odporność fizyczną — wyjaśnił Rudid widząc skonsternowaną minę Elfki. — Obawiam się, że będzie potrzebne konkretne cięcie. - Instruktorka spojrzała na mężczyznę zaskoczona, ale pokiwała głową.
— Vulnusectum!
To zaklęcie Basia zdecydowanie poczuła. Na spodniach pojawiło się rozcięcie, przez które widać było obficie krwawiącą ranę. Dziewczyna żałowała, że nie uprzedzono ich wcześniej jak dokładnie działają te zaklęcia. Założyłaby jakiś worek, a nie jedne z ulubionych spodni. Z żalem patrzyła na jeansy, których niestety nie dało się uratować żadnym czarem uzdrawiającym. Zresztą nawet gdyby były całe to usunięcie plam z krwi graniczyłoby z cudem.
Resztę zajęć poświęcili na połączone ćwiczenia Defensio i Regeneratio. Elfy atakowały wszelkimi możliwymi zaklęciami raniącymi, a jeśli któraś z magicznych osłon Homectusów okazała się nieskuteczna, przychodził czas na zaklęcie lecznicze. Ataki instruktorów miały bardzo różne działanie. Można powiedzieć, że Wybrańcy byli ranieni, miażdżeni, bici, parzeni, cięci, rąbani, przeszywani na wylot, a nawet kąsani i postrzeliwani. Andrzej był pewien, że przy okazji zaliczyli niemały materiał z zakresu medycyny urazowej. Ze wszystkich czarów, jakimi byli poddani najgorszy był Postrzał. Wykorzystywał małe elementy jak kamyki, które wbijały się w ciało z prędkością pocisku. W takim przypadku trzeba było szczególnie umiejętnie korzystać z zaklęcia leczniczego, które działało dwuetapowo. Najpierw znieczulało ranę, by można było bezboleśnie usunąć ciało obce, co samo w sobie było paskudne, a dopiero potem następowało całkowite wyleczenie miejsca po “kuli”. Pod koniec zajęć Rudid zabronił Andrzejowi używać Regeneratio, bo chłopak robił to na tyle dobrze, że niemal żadne raniące czary się go nie imały. A to z kolei utrudniało uczenie się zaklęcia leczniczego.
— Niezła robota — ocenił Rudid, kiedy skończyli ćwiczenia. — Ale jak tak dalej pójdzie to nie wiem, czym będziemy musieli atakować Andrzeja, żeby go trafić. Pozostanie nam tylko przemoc fizyczna.
Chłopak zmusił się do uśmiechu. Może powinien się mniej przykładać żeby nie zaczęli go naprawdę kroić. Na szczęście nie musiał nad tym długo myśleć, bo jego uwagę odwrócił głód, który właśnie dał o sobie znać.
— Jeszcze jedno — powiedział Czarodziej nim poszli na kolację. Podszedł do każdego z nich, przyłożył ręce do rozciętych miejsc w ich ubraniach i wymówił zaklęcie — Reparare.
Wszelkie rozcięcia i dziury w materiale zniknęły, a ubrania były jak nowe. No, prawie jak nowe. Czar najprawdopodobniej nie obejmował wywabiania plam. Ale Władca zapewnił ich, że Skrzatki sobie z tym poradzą.
Przed kolacją zdążyli się jeszcze przebrać i odświeżyć. Podczas posiłku naprzeciw Andrzeja siedział Orion, który jak nieparzystokopytny wyrzut sumienia przypominał o czekającej go rozmowie z Basią. Chociaż i tak miał lepiej od Gośki, która to właśnie z Centaurem miała się rozmówić. Mimo to chłopak nie spieszył się z jedzeniem swojej porcji opiekanego sera pleśniowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz