Strony

wtorek, 13 września 2011

Azroz: Nów | Rozdział 22 - Czary-Mary

ROZDZIAŁ 22
Czary-Mary

            O przydatności czarów, które podrzucono Andrzejowi, ten miał okazję przekonać się już rano. Dziewczyny budziły go dwa razy, a on dwa razy po chwili zasypiał. W końcu kiedy przyszła jego kolej na wizytę w łazience, musiał zwlec się z łóżka, ale był półprzytomny. Po omacku sięgnął po kartkę schowaną pod poduszką, po czym powlókł się do umywalki.
            Kiedy woda obudziła go na tyle, że widział coś więcej niż zamazane kształty, przeczytał odręczną notatkę. Ktoś zrobił mu prezent w postaci dwóch na pierwszy rzut oka przydatnych zaklęć. Czar wyciszający powodował, iż ani Mag będący pod jego wpływem, ani nic czego dotykał lub po czym stąpał nie wydawało żadnego dźwięku. To rozwiązywało problem skrzypiących desek i drzwi. Drugie było zaklęcie odprężające. Z opisu wynikało, że usuwało zmęczenie i dodawało energii nawet na kilka godzin. To było właśnie to, czego teraz było mu trzeba.
Relaxatio — szepnął.
            Działanie czaru przeszło jego najśmielsze oczekiwanie. Powiedzieć, że usunęło senność to mało. Chłopak był nabuzowany jak mało kiedy i przepełniony energią. Spojrzał w lustro i stwierdził, że kobiety pozabijałyby za takie czary. Cienie pod oczami zniknęły, włosy zrobiły się lśniące i sprężyste, a oczy błyszczały.
— Rany — szepnął. — Skóra gładka jak pupcia niemowlęcia.
            Gdy wrócił do pokoju kuzynki spojrzały na niego z niedowierzaniem i błyskiem zazdrości w oczach. Działanie zaklęcia było widoczne na pierwszy rzut oka. Na szczęście dla Andrzeja do pokoju zapukał już Wén Shēn, więc nie miały czasu na żaden komentarz.
— Widzę, że klimat Azrozu ci służy — powiedział mędrzec na widok Wybrańca.
            Kolejne plusy rzuconego czaru chłopak odkrył już nad jeziorem. Nie tylko wreszcie udało mu się dobiec na metę jako pierwszy, ale na dodatek zostawił dziewczyny pół okrążenia za sobą. Mało tego, czuł że mógłby biec dalej i to długo.
— Zadziwiające — Wén Shēn skomentował ten nagły wzrost energii u Homectusa.
            Basia i Gosia powiedziałyby raczej, że podejrzane, ale po biegu były zbyt zziajane, żeby wydusić z siebie cokolwiek. Poza tym od razu poszli na śniadanie, więc znów nie miały okazji do rozmowy. Podczas posiłku odmieniony wygląd Andrzeja nie uszedł uwadze także innych domowników.
— Nie wiedziałam, że na Ziemi mężczyźni używają więcej kosmetyków od kobiet — stwierdziła Chloris.
— Słucham? — Wybraniec był zbity z tropu.
— Masz skórę bez skazy — zauważyła. — Nawet moje ziołowe mieszanki tak nie działają. To musi być duża ilość jakiegoś dobrego pudru.
— Niczym się nie pudrowałem! — w odpowiedzi wróżka potarła ręką o policzek chłopaka.
— Faktycznie — rzekła zaskoczona. — Jesteście pełni tajemnic.
            Rudid przyglądał się temu z uwagą. Andrzej zastanawiał się nawet, czy Czarodziej czegoś się nie domyśla, ale ten milczał. Także jego twarz nie zdradzała co myśli. Wybraniec był ciekawy, czy są jakieś magiczne sposoby, aby sprawdzić, czy ktoś jest po działaniem jakiegoś zaklęcia, a jeśli tak, to czy często z nich w Azrozie korzystali.
            Andrzej przewidywał, że tego dnia będą mieli sporo czasu wolnego. Podczas śniadania Rudid zapowiedział, że poznają jedynie dwa zaklęcia. Opanowanie dwóch czarów nie mogło im przecież zająć połowy dnia.
— Pierwszym zaklęciem jest Defensio — odezwał się Czarodziej kiedy stawili się na polanie. Towarzyszyła im trójka Elfów, które poznali wczoraj. — Jest to zaklęcie obronne, najsłabsze z trzech istniejących. Rozprasza czar agresora, aby nie wyrządził wam krzywdy.
— A pozostałe dwa? — spytał Andrzej.
— Zaklęcie Protekcji podobnie do czaru Obrony rozprasza urok przeciwnika — wyjaśnił Władca. — Ale robi to w znacznej odległości, nie tak blisko was jak Defensio. – Z kolei Clipeus wyczarowuje na krótką chwilę srebrną tarczę, która odbija zaklęcie jak rykoszet. Odbity czar podąża za Magiem, który go użył.
— No to może przejdźmy od razu do Clipeusa — Andrzej się napalił.
— Spokojnie — mężczyzna się zaśmiał. — Na zaklęcie Tarczy przyjdzie jeszcze czas. My jednak zaczniemy od podstaw.
            Rudid wyjaśnił im, że drugim zaklęciem jakie poznają będzie Regeneratio. Był to jeden z dwóch czarów uzdrawiających. Używało się go, aby uleczyć samego siebie. Andrzej miał nadzieję, że skoro jednym czarem, który dziś mieli poznać jest zaklęcie Defensio, to drugi będzie miał charakter ofensywny. Szybko jednak zrozumiał, że połączenie tych dwóch zaklęć w jednym dniu nie było przypadkowe. Elfy, które miały im partnerować mogły korzystać z szerokiego wachlarza uroków, niektóre mogły mieć efekt, który wymagał użycia czaru uzdrawiającego.
            Elfy najwyraźniej nie miały zamiaru stosować wobec Wybrańców żadnej taryfy ulgowej. Miotały zaklęciami niemal na wszystkie strony. Tylko na początku Wybrańcy stanęli parami ze swoimi instruktorami jak do pojedynku jeden na jeden. Później musieli bronić się w biegu uważając dodatkowo, aby nie wpadać na siebie nawzajem.
Paralyticus! — Emilina rzuciła zaklęcie paraliżujące.
Defensio! — Andrzej się bronił, ale czar przeciwniczki go dosięgnął. Piąty raz z rzędu.
Finis Fascinatio — mruknęła Elfka odwołując swój atak.
            Wybraniec zrozumiał już, że muszą opanować Defensio na tyle, żeby działało przynajmniej raz na jakiś czas, nim przejdą do Regeneratio. Gdyby trafiono ich jakimś czarem wywołującym rany choćby połowę mniej razy niż pozostałymi, którymi do tej pory oberwali, to nie byłoby już co zbierać.
            Chłopak zdał sobie też sprawę, że zaklęcia wcale nie są takie proste, chociaż i tak udało mu się poprawnie obronić przy pomocy Defensio więcej razy niż dziewczynom razem wziętym. Konkretnie to udało mu się to trzy razy w przeciągu ostatniej godziny. Kuzynkom ta sztuka udała się jedynie po razie.
— Może chwila przerwy? — wydyszał Andrzej podnosząc się z ziemi. Emilina mogłaby już zmienić to zaklęcie. Ile razy można upadać.
— Pięć minut! — zgodził się Rudid.
            Wybraniec Neptunios odczuwał większe zmęczenie niż się spodziewał. Oczy zaczęły mu się kleić, choć czas działania Relaxatio jeszcze nie powinien minąć. Chłopak wiedział jednak co robić. Odwrócił się tak, by nikt go nie widział i ponownie doładował się zaklęciem.
— Zaczynajmy — powiedział odzyskując siły.
            Niestety energia, jaką zyskał nie szła w parze z umiejętnościami. Co prawda mniej czarów rzuconych przez Elfy go trafiało, ale bynajmniej nie miało to związku z poprawnym wykonaniem przez niego zaklęcia obronnego. Po prostu szybciej biegał i częściej nadążał z chowaniem się za drzewa.
— To całkiem przydatna umiejętność! — zawołał Gotard, gdy chłopak po raz wtóry zanurkował w zagajniku. — Ale nie uratuje ci życia w prawdziwej walce.
            Andrzej wrócił na polanę i poprosił o jeszcze jedną przerwę. Poszedł do łazienki, żeby opłukać twarz. Chyba także Relaxatio źle rzucał, bo krótko po wzroście energii jaki dawało, następował nagły jej spadek i utrata sił. Wzmagała się za to senność.
— Co się z tobą dzieje? — to Ikar pojawił się koło umywalki. Andrzej nie miał nawet siły, by się wystraszyć. — Idzie ci gorzej niż z lewitacją, a jestem pewien, że masz potencjał.
— To przez to zaklęcie od ciebie.
— Jakie zaklęcie? — Sylfid był zdziwiony.
— Odprężające. Myślałem, że to ty mi je podesłałeś.
— Na cumulonimbus, użyłeś go przed zajęciami?
— Byłem śpiący — wyjaśnił chłopak. — Ale za każdym razem działa coraz gorzej.
— Za każdym razem?! To ile razy go użyłeś?
— Trzy lub cztery…
— Coś ty najlepszego zrobił… Nie czytałeś ostrzeżenia?
— Jakiego ostrzeżenia? — spytał Andrzej wyjmując kartkę. — Tu nie ma żadnego… — dopiero teraz zauważył, że kartka jest zapisana z dwóch stron.
            Z dopisku wynikało, iż korzystanie z Relaxatio niosło za sobą pewne konsekwencje. Zaklęcie nie tyle usuwało zmęczenie, co odsuwało je w czasie. Ikar wyjaśnił na przykładzie, jak dokładnie to działa. Jeśli do pełnego wypoczynku zostałyby Andrzejowi dwie godziny snu, to chłopak po rzuceniu czaru owszem, zyskałby energię, ale tak czy inaczej musiałby kiedyś te brakujące godziny odespać. A każde dodatkowe użycie czaru wydłużało ten czas w postępie arytmetycznym. A to oznaczało, że Wybraniec miał do nadrobienia od sześciu do ośmiu godzin snu! I to przy optymistycznym założeniu.
            Okazało się, że to jeszcze nie koniec problemów. Jak każde zaklęcie tak i Relaxatio czerpało z aury osłabiając ją. To najprawdopodobniej dlatego czary rzucane przez Andrzeja okazywały się nieskuteczne. Zaklęcie odprężające ciągle czerpało z jego energii.
— I co ja teraz zrobię? — chłopak bardzo się zmartwił. — Nie mogę przecież zasnąć w środku zajęć.
— Chyba jest sposób. Ale musimy się spieszyć. Skrzatki trzymają w kuchni napój regeneracyjny. On naprawdę usuwa zmęczenie, a nie odwleka je w czasie. No i nie traci energii na poprawę wyglądu… Odwrócę ich uwagę, a ty wypij cały kubek. Tylko nie więcej, pamiętaj.
            Zrobili jak zaproponował Sylfid. Musieli się streszczać, bo wizyta Andrzeja w łazience już nieco się przeciągała. Ikar narobił zamieszania pod kuchennym oknem, a kiedy Hortensja przebywająca w kuchni wyszła na zewnątrz Wybraniec szybko wślizgnął się do środka i wypił napój. Chłopak zastanawiał się czemu wszystkie napary w Azrozie są takie paskudne. Jak do tej pory wszystkim było daleko do soku malinowego. Dobrze, że chociaż działały jak należy. Senność i zmęczenie minęły jak ręką odjął.
            Kiedy Andrzej wrócił na polanę oczy wszystkich zebranych skierowały się ku niemu. Czyżby znów jego wygląd poprawił się tak bardzo? Chyba nie, bo dziewczyny szybko wróciły do przerwanych ćwiczeń. Chociaż Rudid i Elfy nadal wpatrywali się w niego z zainteresowaniem.
— Może być ciekawie — mruknął Czarodziej, czego chłopak nie był w stanie usłyszeć. Głośno powiedział — Dziewczęta, odpocznijcie. Teraz Andrzej nadrobi zaległości.
— Z kim? — spytał Wybraniec.
— Wyglądasz na odświeżonego — zauważył mężczyzna uśmiechając się. — Może ze wszystkimi.
            Homectus spojrzał na niego zaskoczony. Zdał sobie sprawę, że nie było to pytanie tylko polecenie. Odetchnął głęboko i stanął na swoim miejscu. Elfy stanęły w łuku przed Wybrańcem. Raczej nie wyglądało na to, żeby zaatakowały jednocześnie. Na szczęście.
Syncope — Gotard zaczął atak.
Defensio — czar Elfa rozprysł się w ostatniej chwili. Wreszcie zaklęcie Andrzeja zadziałało jak należy.
Astrictus! — urok Emiliny również odbił się od osłony.
Exarmare — Cloridia skrzywiła się kiedy także jej atak został zablokowany.
            Gotard opuścił pole, a Elfki rzucały uroki niemal jednocześnie zmuszając Andrzeja do wytężonego wysiłku i szybkiego reagowania. Dziewczyny patrzyły na niego z niemym podziwem. Rudid nie wykazywał żadnych emocji. Obserwował trening w skupieniu.
— Tak właściwie to co on robi z rękoma? — spytał rudowłosy Elf. Chłopak przy rzucaniu czaru machał rękami i wykonywał nieskoordynowane ruchy.
— To nieważne — zapewnił Mag. — Niech rzuca czary jak mu wygodniej. Wracaj do gry. Zmasowany atak.
— Jesteś pewny? — spytał Gotard. Było to niezwykle zdecydowane działanie, może nawet nieco brutalne, niepodobne do Rudida. Kiedy Czarodziej skinął głową, Elf spytał — Jaki czar?
— Paraliżujący.
            Elf wrócił na swoje stanowisko dając Andrzejowi chwilę na regenerację. Mimo, że zaklęcia rzucali stojąc w miejscu to na obronę musiał poświęcić sporo energii, co wbrew pozorom było męczące. Zwłaszcza dla nowicjusza. Chociaż Wybraniec Neptunios trzymał się zaskakująco dobrze.
            Instruktorzy zmienili taktykę. Już nie stali w miejscu tylko poruszali się po okręgu. Chłopak musiał teraz wykazać się także spostrzegawczością. Uniesiona ręka oznaczała chęć ataku, chociaż czasem zdarzało się, że któryś Elf tylko markował zaklęcie. Kilka razy czar któregoś z instruktorów dosięgnął chłopaka, ale szybko cofali urok i zaczynali grę od nowa.
            Zajęty obroną nie zauważył, że Elfy spychają go stale w jedna stronę. Wkrótce też przestali biegać. Stanęli przed nim i rzucali czary zmniejszając dystans między nimi. To z kolei zmuszało Wybrańca do wycofywania się. Gdyby tylko poznali jakieś zaklęcia ofensywne. Chociaż właściwie jakieś znali… W tej chwili pod nogą Andrzeja rozległo się chlupnięcie i zdał sobie sprawę, że stoi w wodzie. Machinalnie skierował wzrok w dół.
Paralyticus! — wszyscy instruktorzy rzucili zaklęcie jednocześnie.
Def…
            Homectus nie dokończył. Trzy czary paraliżujące wyglądały jak jeden potężny urok. Uderzyły z taką siłą, że posłały chłopaka w powietrze. Nie mógł się poruszyć już w chwili, gdy jego stopy odrywały się od podłoża. W kierunku wody leciał nie człowiek, a kłoda.
— Przerwijcie! — zawołał Rudid gdy dotarło do niego jak to się może skończyć.
Finis Fascinatio! — Elfy były pewne, że zdołały przerwać działanie poprzedniego zaklęcia nim Wybraniec wpadł do wody.
            Gdy Andrzej dotknął dna jeziora natychmiast się obrócił. Przed upadkiem nie zdążył nabrać powietrza, ale na szczęście znajdował się niedaleko brzegu gdzie było płytko. Z tego miejsca dostrzegał nawet zarysy sylwetek Elfów zbliżających się do wody.
— Mam tego dość — powiedział wynurzając się. Wykonał szeroki zamach ręką rozpryskując krople wody. — Paralyticus!
            Nie miało dla niego znaczenia kogo dosięgnie jego zaklęcie. Nie był nawet pewien, czy trafi w kogokolwiek, chociaż na to liczył. Chciał się jedynie odegrać na Elfach. Nie wziął tylko pod uwagę, że może trafić całą trójkę…
            Kiedy wymówił czar, krople wody opuszczające jego palce na chwile rozbłysły. Kiedy dotknęły Elfów, te padły rażone urokiem. Wyglądało to tak, jakby woda była przewodnikiem magii. Ale przecież to niemożliwe. Chyba.
— Szybko — odezwał się Rudid. — Cofnij je.
Finis Fascinatio — tym razem czar zadziałał tylko na jednego Elfa. Chłopak musiał jeszcze dwa razy zakończyć Paralyticusa. — Finis Fascinatio. Finis Fascinatio.
— Co to było? — spytała Cloridia dochodząc do siebie.
— Nie wiesz? — odparł Czarodziej. — Myślałem, że ty nam to wyjaśnisz. Jako Elfka Wody…
— Jako Elfka Wody nigdy się z czymś takim nie spotkałam — zapewniła kobieta. — Lepiej będzie jak spytasz Posejdona.
— Pewnie tak. Chwila przerwy.
            Rudid udał się szybkim krokiem w stronę domu. Cloridia poszła za nim. Andrzej dojrzał wśród drzew Ikara dającego mu znaki. Kiedy do niego podszedł Sylfid stał się niewidzialny. Chłopak stanął tak, żeby nie było widać jak porusza ustami.
— To było fenomenalne — ocenił duch powietrza. — Jak to zrobiłeś?
— Chyba normalnie. Nie wiedziałem, że woda przewodzi zaklęcia.
— Bo nie przewodzi.
— Jesteś pewien?
— Widywałem różnych Magów — odparł humanoid z powagą. — Ale nigdy nie spotkałem się z czymś podobnym.
— Zobaczymy co powie Rudid. Uciekam za nim ktoś coś zauważy.
            Po powrocie z zagajnika Andrzej wysłuchał podobnych komplementów od swoich kuzynek. Jedynie Elfy nic nie mówiły tylko przyglądały mu się z mieszaniną zaskoczenia, podziwu i… niepokoju? Czyżby był odmieńcem nawet w tak dziwnym świecie?
— Rudid coś długo nie wraca — zauważył.
— Może przeszukuje księgi? — zasugerowała Basia. — Chyba dokonałeś czegoś niezwykłego. Bo chyba nie pojechał do Posejdona?
— Tak bez słowa? — Gosi to nie przekonywało. — W środku zajęć?
            Kilka chwil później teoria Basi stała się nieco bardziej prawdopodobna. Od strony chaty zamiast Czarodzieja szedł ku nim Orion. Najmłodsza Wybranka aż podniosła się ze swojego miejsca na jego widok.
— Panujże nad sobą — mruknęła Gośka sadzając ją z powrotem.
— Rudid poprosił mnie żebym poprowadził z wami zajęcia z horoskopu — wyjaśnił gdy do nich podszedł. — Zaklęcia będziecie kontynuować po południu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz