ROZDZIAŁ 25
Gwiazda Nad Tobą
Dziewczyna natychmiast zdjęła chustę zapominając, że nie powinna tego robić. Krzyk Oriona tak ją wystraszył, że działała intuicyjnie. Co ona sobie myślała do cholery. Miała łuk drugi raz w ręku i już chciała być Wilhelmem Tellem. Ciekawe co grozi za zranienie Astronusa. Spodziewała się samych najgorszych rzeczy. Ale nie śmiechu…
— A niech to meteor strzeli — odezwał się Orion. — To było świetne.
— Ale… — dziewczyna rozejrzała się. Centaur był cały, a strzała tkwiła w drzewie. — Krzyknąłeś.
— Bo strzała przeleciała mi przez ogon.
— Gdzie ona jest? — spytała dziękując w myślach za to, że Centaur stracił jedynie kilka włosów z ogona.
Wskazał jej kupkę popiołu, w którą zmieniła się tajemnicza kobieta. Była to, jak jej wyjaśnił, zła demonica Światła. Pod postacią zwodniczej świecącej kuli oślepiała częściowo lub całkowicie ofiarę i żywiła się jej wzrokiem. Zwykle polowała na młodych mężczyzn, ale ta widocznie dawno nie jadła.
Kiedy Orion odwiózł Wybrankę do domu, musieli wytłumaczyć Rudidowi co zaszło. Czarodziej był zmartwiony, ale i zadowolony, że dziewczyna tak dobrze sobie poradziła w obliczu niespodziewanego niebezpieczeństwa. To dobrze wróżyło na przyszłość.
Tego wieczora czekała ją jeszcze jedna rozmowa. Gdy wróciła do pokoju musiała jakoś wyjaśnić swoją nieobecność siostrze, chociaż jeśli Andrzej z nią rozmawiał, to Basia z pewnością domyślała się prawdy.
— Owocne spotkanie? — spytała najmłodsza Wybranka, kiedy tylko Gośka przekroczyła próg sypialni.
— Zależy które — mruknęła dziewczyna. — Możemy o tym pogadać jutro? Jestem padnięta.
— Najchętniej w ogóle zamknęłabym już ten temat — Basia podniosła się z łóżka. — Idę po szklankę wody.
Pozostali odprowadzili ją wzrokiem. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi, Andrzej spytał o rozmowę z Orionem. Wybranka Martisu opowiedziała mu wszystko poza spotkaniem z Ablepsią. Potem to kuzyn zdał jej relację ze swojej rozmowy z Basią. Przemilczał tylko, że dał jej i Centaurowi ciche błogosławieństwo. Uznał, że nad Gośką trzeba nieco dłużej popracować.
— Okno — powiedziała nagle dziewczyna.
— Co okno? — chłopak nic nie zrozumiał. – Jest zamknięte.
— Ale ktoś otwiera jedno w bibliotece — wyjaśniła podnosząc się z miejsca.
— To pewnie Rudid.
— Rudid chrapie w swojej sypialni… Niech to szlag!
Gosia wybiegła z sypialni, a kuzyn ruszył za nią. Jedno z okien w bibliotece rzeczywiście zostało otwarte, ale w pomieszczeniu nikogo nie było. Wybrańcy ostrożnie zbliżyli się do niego i wyjrzeli na dwór. To co zobaczyli zdecydowanie nie spodobało się Gośce. Na oświetlonej promieniami księżyca polanie stał Orion z ręką wyciągniętą w kierunku… Baśki, która do niego biegła.
— Co robisz? — spytał Andrzej, gdy starsza kuzynka zerwała się z miejsca i popędziła w kierunku schodów.
— A jak myślisz? Muszę ich powstrzymać. I każe Rudidowi zabić to okno deskami, bo co chwila ktoś z niego wyskakuje!
— W ten sposób możesz tylko pogorszyć sprawę.
— A jak to można jeszcze bardziej pogorszyć?
Wybraniec doszedł do wniosku, że chyba już nadszedł czas, żeby wyjaśnić dziewczynie, iż według niego Basia wie co robi i póki co nie powinni się przejmować. Musiał obyć się bez pracy nad nią i nie spodziewał się, aby to dobrze przyjęła.
— Powiedziałeś jej, żeby była szczęśliwa?! To tak jakbyś zaoferował, że będziesz świadkiem na ich ślubie!
— Nie dramatyzuj. Zostaw to ekspertom takim jak ja. I nie zapominaj, zakazany owoc najlepiej smakuje. Zostawmy ich w spokoju. Może jak się bliżej poznają, wcale nie przypadną sobie do gustu.
— Świetnie — warknęła. — W najgorszym wypadku szykuje mi się szwagier Centaur.
— My nie będziemy tu wiecznie — przypomniał jej. — Zrobimy swoje i wrócimy na Ziemię, a Orion zostanie tutaj. Poza tym on obiecał, że będzie ja szanował, a nie, że będzie uciekał na sam jej widok. A ty najchętniej wydałabyś mu zakaz zbliżania się.
— Żebyś wiedział — westchnęła. — Najgorsze jest to, że jak na razie Oriona po prostu nie da się nie lubić.
— Zbrodnia to niesłychana, postać Centaura może być lubiana — zażartował chłopak. — Wolałabyś, żeby trafił jej się jakiś łajdak? Zaraz, a może ty jesteś zazdrosna?
— O Oriona?!
— O uczucie. No wiesz, wygląda na to, że Baska porządnie się zakochała pierwsza z całej naszej trójki — zauważył Andrzej. — To dość frustrujące.
— Nie gadaj głupot — fuknęła Gośka. — I chodźmy spać. Jak będę tu siedzieć to zwariuję.
Dziewczyna jednak długo nie mogła zasnąć. Zastanawiała się nie tylko nad tym co robi jej siostra, ale także nad słowami kuzyna. Czy faktycznie zazdrościła Baśce, że ta pierwsza znalazła potencjalnego chłopaka? Od tych przemyśleń uwolnił ja sen, który w końcu spłynął na nią i ukoił zszargane tym dniem nerwy.
Basia nie mogła ukryć radości na widok czekającego na nią Oriona. Uśmiechała się szeroko, a on odwzajemniał uśmiech. Wsiadła na jego grzbiet z drżącym sercem i równie drżącymi dłońmi ścisnęła go w pasie dotykając umięśnionego brzucha. Miała dreszcze, ale bynajmniej nie z zimna. Była niezwykle przejęta, pierwszy raz tak blisko mężczyzny, do tego tak pociągającego. Jej podenerwowanie wzmagała otoczka tajemnego spotkania i pewnego przekraczania zasad.
Noc doskonale nadawała się na potajemną schadzkę. Trudno było wyobrazić sobie bardziej romantyczne okoliczności. Księżyc świecił jasno opromieniając im drogę, trawy smagane wiatrem wyglądały jak morskie fale i zewsząd docierał do nich zapach kwiatów. Basia wtuliła się w plecy Oriona, gdy ten zagłębił się w las. Tutaj promieniom księżyca drogę utrudniały korony drzew, ale całą okolicę oświetlały chmary świetlików, które uczyniły tę noc jeszcze piękniejszą.
W końcu wkroczyli na dość dużą polanę zostawiając księżyc za drzewami. Było to urokliwe miejsce z sadzawką otoczoną z jednej strony tatarakiem. Basia zsiadła z Oriona i usadowiła się na ziemi wsłuchując się w swoistą symfonię przyrody. Natura zdawała się specjalnie dla niej grać koncert, angażując najlepszych muzyków w lesie. Rechot żab łączył się z cykaniem świerszczy i stukaniem tataraku. Las szumiał chóralnie, a drugim głosem śpiewał szelest liści. A ona słyszała tę przedziwną melodię niemal widząc jej nuty.
— O czym myślisz? — szepnął Orion siadając obok niej.
— To wspaniałe miejsce — westchnęła. — Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś.
Drugi głos szeleszczących liści wysunął się na pierwszy plan i nagle spomiędzy drzew wyfrunęło mnóstwo różnokolorowych liści złączonych ze sobą w przedziwny sposób. To one wydawały ten niezwykły dźwięk. Dopiero gdy jeden z nich zatrzymał się we włosach Basi, ta dostrzegła, że tak naprawdę są to motyle o skrzydłach do złudzenia przypominających liście.
— Fantastyczne — szepnęła.
— To Papifoliumy — wyjaśnił Orion. — Nie mają żadnych nadzwyczajnych zdolności, ale wyglądają niezwykle. Gotowa na lekcję? — uśmiechnął się.
Dziewczyna skinęła głową, a on ułożył się tak, aby mogła położyć się i oprzeć o jego bok. Wodził po niebie palcem rysując kontur gwiazdozbioru Oriona i pokazując jej najważniejsze gwiazdy. Potem wskazał jej gwiazdozbiór Byka i wyjaśnił jak może go odnaleźć na niebie.
Gdy sięgnął dłonią do jej włosów, aby zdjąć liść, który spadł z drzewa, ona przytrzymała jego rękę i wplotła się w nią palcami. Miał taka dużą i ciepłą dłoń. Popatrzyła mu w oczy. Mogłaby utopi się w ich błękicie. Orion wyglądał na nieco speszonego, ale nie cofnął dłoni. Za to na jego czole pojawiło się zatroskanie.
— Co się stało? — spytała.
— To trudne — wyznał.
— Co takiego?
— To… co nas łączy. Lubię cię, chyba nawet bardzo, ale nie jestem pewien, czy jestem ci pisany.
— Tego nigdy nie wie się do końca — uśmiechnęła się.
— Widzisz, my Centaury wiemy. W każdym razie tak mi zawsze mówiono. Nasza Rasa jest niezwykle wierna i najczęściej mamy jednego partnera na całe życie.
— A ty…
— Jesteśmy równie niewinni — wyznał jej rumieniąc się. — Nie spotkałem jeszcze nikogo, do kogo czułbym to, co do ciebie. A nawet cię nie znam.
— To można nadrobić — odparła pewnie. — Mamy dużo czasu, żeby się poznać.
— Tak, ale jest jeszcze różnica… Twoja siostra miała rację. Widywałem związki ludzi i Elfów, nawet Pegazów i Jednorożców, ale ludzi i Centaurów nigdy.
— Mówisz, że przy nikim nie czułeś tego co czujesz przy mnie. My ludzie zakochujemy się i odkochujemy, nie wiem czy potrafiłabym rozpoznać prawdziwą miłość, ale myślę, że to właśnie teraz czuję. Ponoć jest jeden sposób, by się przekonać czy mężczyzna jest tym jedynym.
— Jaki? — odparł takim tonem jakby się bał.
Podniosła się na kolana i odwróciła do niego. Drżąc ze zdenerwowania zbliżyła swoja twarz do jego. Nie odsunął się chociaż mógł. Uznała to za dobry znak. Spojrzała jeszcze raz w morska toń jego oczu i dojrzała w nich przyzwolenie.
Kiedy ich usta się zwarły, cały Azroz przestał istnieć. Motyle, które Basia czuła w brzuchu eksplodowały feerią doznań. Dziewczyna poczuła w sobie świeżość jakiej nie doznała nigdy dotąd. Nie tylko czuła zapach kwiatów i słyszała cykanie świerszczy. Była nimi, czuła to co one, a one odczuwały jej radość. Tak wielką, że mogłaby je rozerwać.
Gdy odsunęła się od Oriona i otworzyła oczy, nie była już na lesnej polanie. Oataczały ich kwiaty tak bujne i pachnące jakby przenieśli się do jakiegoś ogrodu botanicznego.
— To musi być to — westchnął Orion nagle podnosząc się na równe nogi. Pochwycił Basię na ręce i zawołał — To musi być to!
— Przestań wariacie — dziewczyna śmiała się głośno. — Wypłoszysz wszystkie zwierzęta.
— Nie dbam o to — powiedział stawiając ją na ziemi. — Spójrz.
Powiodła wzrokiem za jego palcem. Tuz pod środkową gwiazdą Pasa Oriona pojawiła się spadająca gwiazda.
— Nasza Rasa wierzy, że kiedy jeden z Centaurów odnajdzie swoją miłość od pasa Oriona odpada jeden diament jako dar dla zakochanych. Teraz jestem pewien, że jesteś mi przeznaczona.
Gadali jak najęci przez całą drogę powrotną do domu. Próbowali dowiedzieć się o sobie jak najwięcej, ale chyba oboje zdawali sobie sprawę, że nie ma to najmniejszego sensu. Nie można dobrze poznać się w tak krótkim czasie. Basia zastanawiała się też nad tym co powiedział Orion. Czy faktycznie odnalazła swoją miłość? Czy możliwe jest, żeby pierwszy ukochany był tym jedynym na całe życie? Ta historia brzmiała pięknie, ale jednak była tylko legendą. No i pozostawały jeszcze różnice dzielące ludzi i Centaury…
— Co to? — spytała nagle nieco wystraszona. Spomiędzy drzew przyglądało im się kilka par żółtych lśniących oczu.
— Zaraz zobaczysz — Orion uśmiechnął się i sięgnął po coś do sakwy. Ku zaskoczeniu dziewczyny wyjął z niej jakąś fujarkę.
Kiedy Centaur zaczął grać lekką, przyjemną melodię pojawiło się jeszcze więcej tych świecących punkcików. Powoli z lasu zaczęło wynurzać się stado niewielkich stworzeń podobnych do fenka. Miały niezwykle długie uszy, które służyły im za skrzydła. Były to Vulpalaurisy.
— Urocze — zachwyciła się dziewczyna, gdy jeden z nich nadstawił głowę, żeby go pogłaskała. — Gośka z miejsca zabrałaby je wszystkie do domu — zaśmiała się. Stworzonka towarzyszyły im aż na skraj lasu mimo, że Orion już dawno skończył grać.
— Zanim pójdziesz — przytrzymał jej dłoń nim wróciła do chaty — chcę, żebyś o czymś wiedziała. Obiecałem twojej siostrze, że cię nie… zhańbię i dotrzymam słowa. Dopóki jestem twoim Astronusem powinniśmy ukrywać to co nas łączy. Wiem, że będzie nam ciężko, ale i tak już posunęliśmy się za daleko.
— Nie martw się — powiedziała całując go na pożegnanie. — Poradzimy sobie.
Orion odczekał aż dziewczyna wejdzie do chaty i ruszył niespiesznie do swojego domu w środku lasu. Była późna noc, więc nie spodziewał się spotkać po drodze nikogo poza leśnymi stworzeniami. Tym bardziej zaskoczył go widok Elfki czekającej na werandzie. Towarzyszył jej Rivus. Miny obojga wyrażały podekscytowanie zmieszane z niepokojem.
— Mamy piękną noc — rzucił Pegaz na powitanie.
— Romantyczną, można by rzec — odparła młoda kobieta o rudych włosach splecionych w niezwykle gruby i ściśnięty warkocz, który opadał szerokim łukiem z boku głowy.
— Doprawdy? — odparł Orion. — Nie zauważyłem.
— Ale natura to zauważyła — stwierdziła Elfka. — Wiesz co wyszeptał mi dziś las? Że pewien książę odnalazł swoją księżniczkę.
— To z pewnością ten listek, który przywiał z lasu wiatr ci to powiedział — stwierdził wskazując Papifoliuma na jej ramieniu. — Poza tym, to, że jestem księciem Centaurów nie znaczy…
— A czy ktoś mówił, że chodzi o ciebie — puściła do niego oko.
— Ale skoro już o tym mówimy — Rivus podszedł do niego. — Jesteś pewien, że to ta jedyna?
— Z pewnością widzieliście Diament Centaurów.
— Faktycznie — przyznała Elfka. — Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie będzie wam łatwo?
— Już nie jest — westchnął. – Ale jestem pewny, że to właśnie ona.
— A zatem — kobieta stanęła naprzeciw niego z poważna miną — Niech wam się szczęści — uśmiechnęła się promiennie i uściskała go.
— To zostanie między nami — zapewnił Rivus. — Szczęściarz z ciebie, trafiła ci się całkiem ładna Wybranka.
— Tak swoją drogą, kiedy przyjechałaś? — spytał Orion Elfkę. — Myślałem, że będziesz jutro.
— Byłam na tyle blisko, że postanowiłam wyrobić się jeszcze dzisiaj. Ale podróż była męcząca, a czekanie na ciebie jeszcze bardziej. Więc pozwolicie, że już się pożegnam. Dobranoc.
Orion czuł się szczęśliwy. Stał jeszcze przez chwilę po tym jak kobieta i Pegaz poszli do siebie i rozmyślał o tym co czeka tak nietypowy związek jak jego i Basi. Cokolwiek przyniesie im los, był pewien, że zrobi wszystko, aby dziewczyna była szczęśliwa i bezpieczna u jego boku.
Basi nie było dane się wyspać. Zanim jeszcze obudziły ja promienie słońca czy choćby Wén Shēn, zdążył zrobić to Andrzej. Dziewczyna była zaskoczona jak udało mu się tego dokonać przy wyczulonym słuchu Gośki. Musiał się bardzo postarać, bo Wybranka Martisu nadal spała.
— Opowiadaj — nalegał, gdy zamknęli się w łazience.
— O czym?
— Nie udawaj głupiej. Wiemy z Gośką o waszej nocnej schadzce. A ja muszę wiedzieć na co ją przygotować.
— A tobie się zdaje, że co my tam robiliśmy? — syknęła.
— Nie wiem. Może ty mi powiesz, co takiego znajduje się poniżej jego pasa, co warte jest pokazania?
Dziewczyna wybałuszyła na niego oczy. Kiedy pokazał jej kartkę, którą poprzedniego dnia dostała od Oriona musiała mu wyjaśnić co oznaczało dziś wieczorem pokażę ci co znajduje się poniżej mojego pasa.
— Chodziło o gwiazdę idioto — fuknęła. — Tobie tylko jedno w głowie. Nie każdy jest tak niewyżyty jak ty.
— Daruj sobie. Nie założę ci pasa cnoty i nadal podtrzymuję to, że życzę wam jak najlepiej, ale muszę mieć pewność, że i ty pozostajesz przy swoich wczorajszych słowach.
— Dochowasz tajemnicy? — poczekała aż skinie głową. — Ja naprawdę go kocham. I chcę z nim być wbrew wszystkiemu i wszystkim.
— I nie masz zamiaru podzielić się swoim szczęściem z siostrą?
Odwrócili się na dźwięk tych słów. Andrzej zupełnie zapomniał, że zaklęcie wyciszające może działać jedynie w pomieszczeniu, w którym je rzucił. A nie ponowił go, gdy weszli do łazienki. Teraz Gośka patrzyła to na niego, to na Baśkę, a z wyrazu jej twarzy niewiele można było wyczytać. W końcu podeszła do siostry i uniosła jej twarz do góry.
— Spójrz mi w oczy. Kochasz go?
— Tak — odparła z pewnością w głosie.
— Więc bądźcie szczęśliwi — powiedziała i pociągnęła kuzyna za sobą do sypialni. Już w drzwiach rzuciła do Basi. — Masz dziesięć minut na prysznic, potem moja kolej.
Andrzej przyglądał się jej badawczo, kiedy szukała w szafie ubrań. Skąd w niej taka zmiana? Wczoraj gotowa była zamknąć siostrę w wysokiej wieży, odurzyć ją jakimiś środkami nasennymi, a na straży postawić smoka… chociaż nie, to inna bajka. W każdym razie zwrot poglądów o sto osiemdziesiąt stopni nie pasował do Gosi.
— Co jest? — spytała, bo ciągle wlepiał w nią wzrok.
— To ja się pytam co jest? Możesz mi wyjaśnić swój nagły przypływ sympatii dla tego związku?
— Cóż, powiedzmy, że moje zmysły działają nawet przez sen.
— To miło. Może to rozwiniesz?
— Nie słyszałam ich rozmowy — przyznała. — Ale słyszałam krzyk Oriona. I był to szczery krzyk radości.
— Jednak łatwo cię zmiękczyć — uśmiechnął się pod nosem. — Ale to dobrze, że znów wszyscy stoimy po tej samej stronie barykady.
— Jak trzej muszkieterowie — wtrąciła się Basia. Weszła do pokoju akurat, kiedy kuzyn mówił ostatnie zdanie.
— Jeden za wszystkich — powiedział Andrzej.
— Wszyscy za jednego — zapewniła Gośka.