ROZDZIAŁ 3
Nie wszystek umrę
W drodze powrotnej Andrzej był dziwnie milczący. W zasadzie nie był najbardziej rozgadaną osobą, jaką znały jego kuzynki, ale też to jego nadmierne zamyślenie nie było naturalne.
— Co cię tak zdziwiła data śmierci Konstantego? — Basia w końcu przerwała ciszę.
— Chodzi o wasz budzik — chłopak spojrzał na dziewczyny niepewnie. — Zawsze kiedy dzwoni, wskazuje 26:02.
— To niemożliwe — stwierdziła Gośka.
— Uwierz mi, że sobie tego nie wymyśliłem. Tylko, że to dość dziwny zbieg okoliczności.
— Nie wierzę w zbiegi okoliczności — stwierdziła młodsza z sióstr.
— A ja w duchy — zapewniła starsza.
— W niedziele jeździcie do kościoła i zaglądacie na cmentarz, zgadza się? — upewnił się Andrzej.
— Tak — potwierdziła Baśka. — A czemu pytasz?
— Wiesz, gdzie jest grób Dworzaka?
— Mniej więcej, ale…
— Chcę, żebyś mnie tam zaprowadziła.
— Ale po co? — dziewczyna zastanawiała się, co też chodzi po głowie jej kuzynowi.
— Chcę coś sprawdzić. Ale najpierw chciałbym zajrzeć do jego domu.
— Wykluczone — zaprotestowała Gosia.
— Coraz mniej z tego rozumiem — westchnęła Basia, nie przejmując się jej słowami.
— A ja być może zrozumiem z tego coś więcej, jak upewnię się w pewnych sprawach. To jak, zaprowadzisz mnie?
— Teraz?
— Nie ma mowy — wtrąciła się Gośka.
— Tak — Andrzej odpowiedział młodszej siostrze, po czym zwrócił się do starszej. — Nie musisz iść z nami. Po prostu jak nie wrócimy za godzinę, wezwij policję.
W odpowiedzi kuzynka tylko prychnęła i powlokła się za pozostałą dwójką. Nie łudziła się, że wybije chłopakowi cokolwiek z głowy. Ani swojej siostrze, a jak zdążyła zauważyć, podzielała ona niezdrową fascynację opuszczoną posiadłością i domniemanym duchem. Po drodze Andrzej wyjaśnił, że nazwisko Konstantego wydawało mu się znajome już w chwili, kiedy Basia o nim opowiedziała. W końcu chłopak przypomniał sobie, że kiedyś miał do napisania pracę o historii wybranego regionu. Z racji rodzinnych powiązań wybrał tę okolicę. W Internecie znalazł wzmiankę o grójeckiej bibliotece. Ofiarodawcą wielu pozycji był właśnie Konstanty.
— I dopiero teraz przyszło ci to do głowy? — spytała Gosia. — Dopiero co tam byliśmy.
— Poza tym, co w tym nadzwyczajnego, że przekazał kilka książek? — wtrąciła Baśka. — Ja też niepotrzebne książki oddaję do biblioteki.
Kuzyn wyjaśnił, że wszystkie przekazane przez Dworzaka tomy, a było ich naprawdę dużo, dotyczyły głównie starożytnej Grecji. Zdarzały się tam także dzieła o tematyce religijnej, między innymi Pismo Święte i żywoty Świętych. Jednak prym wiodły dzieła Horacego, Homera, mitologia grecka i tym podobne pozycje. Jako jeden ze sponsorów i jednocześnie główny fundator działu starożytnej Grecji miał na stronie internetowej swój własny kącik. Okazało się, że Konstanty fascynował się nie tylko starożytną kulturą i sztuką, ale także religią.
— Religią starogrecką? — zdziwiła się Basia. — Przecież on był katolikiem. Dawał datki na remont kościoła. Poza tym sam mówiłeś, że ufundował bibliotece Pismo Święte.
— Rzecz w tym, że Dworzak wierzył, iż religia chrześcijańska wywodzi się w prostej linii z religii starożytnej, a nawet mitologii.
— Ale to bez sensu — stwierdziła Gośka. — To tysiące lat różnicy. Wiem, że religie zapożyczają pewne elementy z różnych wierzeń, ale bez przesady.
Andrzej kontynuował. Opowiedział dziewczynom o kilku ciekawych teoriach, jakie wysnuł Konstanty. Jedną z nich nazwał Bóstwa Apostolskie. Biblioteka zgodziła się wydać nawet jego traktat na ten temat. Dworzak dowodził w nim jakoby dwunastu apostołów odpowiadało dwunastu bóstwom greckim.
— To jeszcze nie wszystko — dodał widząc zdumienie na twarzach kuzynek. — Słyszałyście na pewno o dziele Horacego Exegi Monumentum?
— Zbudowałem pomnik — powiedziała Baśka.
— Dokładnie. Horacy użył tam zwrotu, który znany jest do dziś. Non omnis moriar.
— Nie wszystek umrę — przetłumaczyła Gosia.
Andrzej skinął głową. Według Konstantego sformułowanie to nie zostało użyte przez Horacego tylko dlatego, że uważał swoją poezję za specyficzny pomnik, który sobie wystawił pisząc wiersze. Dworzak sformułował teorię, która mówiła, że słowa non omnis moriar wykuwane były na starożytnych grobach. Grecy mieli wierzyć, iż w ten sposób zapewniają sobie drogę powrotną na ziemię i do życia. W każdym razie wierzył w to Konstanty.
— Dosyć ciekawy pogląd na życie wieczne — oceniła Basia. — A jaki związek miały bóstwa z apostołami?
Chłopak potrzebował chwili, aby przypomnieć sobie całą sieć powiązań użytych przez Konstantego. Podczas referowania swojej pracy Andrzej posłużył się slajdami, co teraz pomogło mu przypomnieć sobie szczegóły. Powszechnie wiadomo, że głównych bóstw greckich było dwanaście, jak apostołów. Według Dworzaka, grecki panteon był jednak inny niż ten, o którym uczą w szkołach. Zgodnie z teorią Konstantego w poczet głównych bóstw wchodzili: Zeus, Atena, Afrodyta, Helios, Selene, Hades, Eol, Posejdon, Ares, Hypnos, Hermes i Kronos.
I tak św. Piotr miał być Kronosem. Konstanty kojarzył tego greckiego boga z ziemią, a Piotr oznacza skałę. Hypnos jako jeden z mniej miłych bóstw porównany został do Bartłomieja, którego imię oznaczało gbura. Jakub Starszy był ponoć Hermesem, a jego pielgrzymi kij był niczym innym, jak kaduceuszem. Odpowiednikiem Judasza był Ares. Został on uznany przez Konstantego za potencjalnego zdrajcę. Janem Ewangelistą miał być Eol. Symbolem Jana był kielich, z którego wylatywał skrzydlaty wąż. Według Dworzaka symbolizował on wiatr. Posejdon to w rzeczywistości ponoć Andrzej, który był rybakiem. Lanca Tomasza miała być włócznią Ateny.
Innym podejściem do tematu było podobieństwo imion. Na przykład Selene mogłaby w rzeczywistości brzmieć Simone, czyli byłaby Szymonem. Zeus wchodzi w skład imienia Mateusz, Hades brzmi podobnie do Tadeusza. Najmniej jasne jest dopasowanie Heliosa do Jakuba Młodszego i Afrodyty do Filipa.
— Wydaje się to trochę naciągane — stwierdziła Gosia. — Swoją drogą, jak ty to wszystko spamiętałeś?
— Faktycznie całość nie do końca trzyma się kupy — przyznał Andrzej. — Trochę musiałem się nagłowić, żeby to wszystko odtworzyć. Podejrzewam, że więcej szczegółów zawiera książka Konstantego.
— Zastanawia mnie jedna rzecz — wtrąciła Baśka. — Kto przy zdrowych zmysłach zgodziłby się opublikować te bzdury?
— Widzisz, i tu zaczyna się najciekawsza część historii. Dworzak, kiedy spisał swoje teorie był już starszym człowiekiem. Najwyraźniej, świadomy tego, że jest, jak to się mówi, bliżej dołka niż kołka, spisał z biblioteką umowę. Zawarł w niej warunek. W zamian za jego ofiarność, biblioteka zobowiązała się do wydania jednej jego książki, którą on sam wskaże. Nie uprzedził tylko władz biblioteki, że o tym, co mają wydać poinformuje ich po śmierci Dworzaka notariusz trzymający pieczę nad jego testamentem.
— Żartujesz — Gosia zrobiła duże oczy. — Staruszek zapisał w testamencie, że mają wydać te jego Bóstwa Apostolskie?
— Dokładnie. Możecie sobie wyobrazić minę dyrektora biblioteki, kiedy zaznajomił się z dziełem swojego darczyńcy. Dworzak był sprytny. Zaznaczył, że prace nad publikacją mają odbywać się pod nadzorem notariusza, a maszynopis, po publikacji miał zostać zniszczony. Tak też się stało. Konstanty nie wziął jednak pod uwagę, że władze biblioteki również mogą być sprytne. Wykorzystali brak zapisu w testamencie o tym, jakim nakładem mają ukazać się Bóstwa Apostolskie.
— To znaczy? — upewniła się Baśka.
— Że zgodnie z testamentem wydali Bóstwa Apostolskie. W liczbie sztuk… jednej — kuzyn mrugnął do niej. – Właśnie dlatego idziemy do Konstantego. Chcę się przyjrzeć jego traktatowi.
— Przecież mówiłeś, że wydała je biblioteka. Czy to nie tam powinna być książka? — Gosia zwróciła mu uwagę.
— Na stronie biblioteki widniała informacja, jakoby ich egzemplarz zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach — wyjaśnił.
— Jasne — sarknęła Basia. — Pewnie go spalili, bo był dla nich niewygodny. Jeszcze ktoś by się dokopał do tego, na jakie brednie wydaje się publiczną kasę.
— No to sprawa jest jasna — zauważyła starsza siostra. — Nie ma książki, więc nie ma czego szukać. Nawet w domu Dworzaka.
— Właśnie tam trzeba szukać — dziewczyny dostrzegły błysk w oku Andrzeja. — Nie opublikowanej wersji, ale rękopisu.
— Rozumiem, że wychodzisz z założenia, że autor uznaje za bezpieczne posiadanie odręcznie spisanej kopii na wszelki wypadek — konkludowała Baśka. — Ale to dość optymistyczne założenie. Tym bardziej, że dom został splądrowany.
— Zobaczymy na miejscu.
Chłopak jak zwykle postawił na swoim. Parę minut później dotarli na miejsce. Niewielka posiadłość składała się z domu, stajni i budynków gospodarczych. Podeszli do drzwi wejściowych. Nie były zamknięte, co ich nie zdziwiło. Domem nikt się nie opiekował, więc złodzieje nie musieli bawić się w subtelności. Weszli do środka. Ściany były poobdzierane z tapet i farby, a znacznej części podłogi nie było w ogóle. Sądząc po wielkości pomieszczenia, w którym się znaleźli, mógł to być salon. Z lewej strony prawdopodobnie kiedyś znajdowała się jadalnia, a pomieszczenie za salonem pewnie było kuchnią. Andrzej obszedł ostrożnie dziurę w podłodze, uważając na zniszczone deski.
Kuchnia była nieduża, z jasnym oknem. Na ścianach, w miejscach, gdzie niegdyś stały meble, zostały jaśniejsze ślady. Widać było, gdzie wisiały szafki, a gdzie stał, sadząc po kształcie odbarwienia, regał na książki. Okno znajdowało się w samym rogu pomieszczenia. Coś się nie zgadzało.
— Baśka, możesz na chwilę wyjść na zewnątrz i stanąć przy tym oknie? — spytał Andrzej.
— Jasne, ale po co?
— Dowiemy się, jak wyjdziesz.
Po chwili dziewczyna patrzyła na kuzyna zza szyby.
— Co widzisz po swojej prawej stronie? — spytał głośno.
— Jak to co? Ścianę.
— Jak daleko sięga?
— Kilka metrów.
Andrzej spojrzał na Gosię.
— Przecież ona tu się kończy — ta powiedziała zdumiona.
— Zauważyłaś, że w całym domu nie było śladu po biblioteczce, ani w ogóle po regałach?
— Poza tym miejscem — zgodziła się dziewczyna. — Choć przyznam, że kuchnia to nieco dziwne miejsce na trzymanie księgozbioru.
— Zwłaszcza dla kogoś, kto interesował się literaturą — dodał Andrzej. — Taki miłośnik starożytnej kultury musiał mieć mnóstwo książek na ten temat. Nie wspominając już o dziełach starożytnych twórców.
— To gdzie je trzymał? — spytała Basia, która zdążyła już wrócić. — Bo chyba nie w kuchni?
Chłopak podszedł do miejsca, w którym prawdopodobnie stał regał. Pomacał ścianę i wcisnął ją. Coś kliknęło i otworzyły się ukryte drzwi. Oczom całej trójki ukazało się pomieszczenie o szerokości przekraczającej trzy metry. Druga ściana ciągnęła się wzdłuż całego domu. Andrzej wymacał ręką kontakt. Ku ich zaskoczeniu światło działało. Właściciel chyba uiścił rachunek za energię a conto na całą dekadę. Pokój wypełniony był książkami. Regały sięgały aż po dach. Wysokie pomieszczenie przedzielone było antresolą. Niedaleko drzwi, pośrodku krótszej ściany, stało biurko z lampą bankierską, gdzie zapewne Konstanty czytał.
Andrzej podszedł do najbliższego regału. Zawierał on dzieła Horacego i innych twórców starożytnych. Drugi z kolei był pełen słowników mitologicznych i kultury antycznej. Pośrodku pomieszczenia na postumencie leżał cel Andrzeja — napisany odręcznie i oprawiony w skórę traktat Bóstwa Apostolskie.
— Jest — ucieszył się chłopak. — Tajemnica Konstantego i jego teorii — podszedł do książeczki i otworzył ją ostrożnie. Zaczął czytać. — Jak głosi starożytna historia wieki temu Światem rządzili bogowie. Udowodnię, że dzisiejsze podręczniki kłamią, a bóstwa i chrześcijańscy apostołowie, byli tymi samymi osobami.
— Facet miał nie po kolei — stwierdziła Basia.
— Zabieraj tę swoją broszurę i spadamy stąd — powiedziała Gośka. — Poczytasz to w domu.
Andrzej studiował książkę Konstantego pół nocy. Właściwie nie dowiedział się z niej niczego, czego już by nie wiedział. W niektórych miejscach, przy imionach bóstw były odnośniki do tajemniczego skrótu M.P. Najbardziej interesująca z całej rozprawy okazała się kolejna oryginalna teoria Dworzaka. Wyznawał on wiarę w antagodualizm. O ile dualizm opierał się na istnieniu dwóch niezależnych od siebie czynników, to teoria Konstantego mówiła o tym, że każda rzecz na ziemi ma swoje przeciwieństwo: zło i dobro, światło i ciemność. Także przy antagodualizmie znajdowało się odniesienie do M.P. Nie wiedząc, co na ten temat myśleć, Andrzej w końcu położył się spać.
Następnego dnia chłopak opowiedział kuzynkom, czego dowiedział się z traktatu.
— I co nam to daje? — spytała Gosia.
— M.P. Może Maryja Panna? — zasugerowała Baśka.
— Myślisz, że to skrót podobny do tych, jakie odnoszą się do Pisma Świętego? — upewnił się chłopak. — Wiem, że Konstanty był katolikiem, ale to i tak nie ma sensu. Nie ma ewangelii Maryi Panny. Poza tym prócz skrótu powinien być też podany wiersz lub akapit, żeby było wiadomo gdzie szukać dokładnie.
— A mnie się wydaje, że to jest bieganie za cieniem — westchnęła Gośka. — Najpierw obraz, teraz traktat.
— Słuchaj, próbuję się dowiedzieć, co ten obraz, który należał do zmarłego jakiś czas temu staruszka, robił na waszym strychu. Zwłaszcza, że nikt nie wiedział o jego istnieniu. Poza tym mam zamiar dowiedzieć się, co ten obraz miał przedstawiać. Bo na pewno nie Ostatnią Wieczerzę.
— A skąd wiesz? — zainteresowała się Gosia.
— Moim zdaniem Andrzej ma rację — przyznała jej młodsza siostra. — Reprodukcję mógł po prostu kupić. I na pewno wyszłoby to taniej niż zamówienie nowego obrazu.
— Ale to nadal nigdzie nas nie prowadzi — zauważyła Gośka.
— O której jest najbliższy autobus do Grójca? — spytał nagle Andrzej.
— Za godzinę — odparła dziewczyna, — ale chyba nie chcesz…
— Owszem, chcę — wszedł jej w słowo.
— Andrzej, biblioteka jest dziś nieczynna — przypomniała mu Basia.
— Ale jakaś kawiarenka internetowa na pewno jest. Chcę wejść na stronę biblioteki. Może tam coś znajdę. Coś mogło mi umknąć, kiedy ostatnio ją oglądałem. Nie wczytywałem się we wszystko dokładnie.
I tak półtorej godziny później cała trójka siedziała przed jednym z monitorów w Coffee.Net
— Lepiej szybko coś znajdźmy — mruknęła Gośka. — Godzina kosztuje nas pięć zeta.
— Nie marudź — uspokoił ją kuzyn.
Po chwili znalazł odpowiednią stronę i odnośnik do Konstantego Stałego – pod takim przydomkiem Dworzak był znany jako fundator działu starożytności.
— Dziwny pseudonim — zauważyła Gosia.
— Nie dziwniejszy niż inne, z jakimi się spotkałam — stwierdziła jej siostra. — Może chciał zachować minimum anonimowości.
Wśród wielu informacji znaleźli te, o których już mówił Andrzej. Był tam i traktat, i wiara w antagodualizm, a nawet ryte na nagrobkach słowa non omnis moriar. Na stronie znalazły się także mniej ważne szczegóły. Między innymi wzmianka o pamiętniku, który Konstanty napisał i również chciał wydać. Zgodnie z ostatnią aktualizacją, która miała miejsce już po śmierci Dworzaka, biblioteka nie zdecydowała się na publikację pamiętnika, uznając treści w nim zawarte za zbyt kontrowersyjne. Wyglądało na to, że tego już zabezpieczyć w testamencie fundator zapomniał. Andrzej zastanawiał się, czy przyczyną odrzucenia kolejnej publikacji nie było jednak to, że po ostatnim numerze Konstantego, władze biblioteki miały dość jego i jego twórczości.
— A cóż kontrowersyjnego mógł napisać starszy człowiek? — zastanawiała się Basia na głos.
— Poza dowodami na jedność greckich bogów i apostołów, czy podejrzewaniem Greków o zaklęcia przywracające życie, to już faktycznie niewiele – Andrzej spojrzał na nią wymownie, po czym zwrócił się do pracownika kawiarenki. — Macie tu drukarkę?
— Tak, złotówka od strony.
— A jakaś zniżka uczniowska?
— Niech stracę. Dziewięćdziesiąt dziewięć groszy.
Dziesięć minut i niespełna piętnaście złotych później cała trójka stała na przystanku, czekając na autobus do domu. Wrócili w sam raz na obiad.
— Gdzie byliście? — spytała mama dziewczyn.
— W kawiarence internetowej — odparła starsza córka. — Andrzej szukał ważnych informacji.
— Mogę spytać, na jaki temat?
— Yyy… Demokracja szlachecka w Polsce — wypalił, przypominając sobie ostatni sprawdzian z historii. — Wypracowanie.
— Strasznie je lubią w twojej szkole — zauważyła kobieta. — Znalazłeś coś ciekawego?
— Aż nadto — Gośka przewróciła oczami.
W tym momencie dostała pod stołem kopniaka. Andrzej posłał jej ostrzegawcze spojrzenie. Kuzynka znów przewróciła oczami i wstała odnieść talerz. Do kolacji Andrzej pogrążony był w lekturze traktatu Konstantego i wydruku ze strony internetowej biblioteki. W tym czasie dziewczyny poszły na spacer.
— Co o tym wszystkim sądzisz? — spytała Gosia.
— Sama nie wiem. To wszystko wydaje się dziwne.
— I to bardzo. I według mnie to naprawdę coraz bardziej przypomina polowanie na duchy.
— Nie przejmuj się — Basia próbowała ja uspokoić. — Sama mówiłaś, że duchy nie istnieją. Poza tym myślę, że Andrzejowi szybko minie zapał i w przyszłym tygodniu będziemy mieli spokój z Kostkiem, jego traktatem i obrazem.
Tej nocy jak i poprzednich obudził ich uporczywy budzik.
— Spójrz na godzinę — powiedział Andrzej do Gośki, przekręcając się z jednego boku na drugi.
Dziewczyna założyła okulary i spojrzała na jarzące się czerwone cyfry. Zegar wskazywał 26:02 Wcisnęła wyłącznik, ale budzik nie zareagował. Spróbowała jeszcze raz i znów nic się nie stało. W końcu wyciągnęła wtyczkę z kontaktu. Urządzenie wreszcie ucichło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz