ROZDZIAŁ 26
Kamień i aksamit
Ten dzień miał być jednym z luźniejszych dla Wybrańców. Zaplanowano im jedynie zajęcia z Palenque, które jak wynikało z planu ograniczały się jedynie do teorii. Była to miła odmiana po tygodniu ćwiczeń fizycznych.
Na pierwszy ogień poszły zajęcia z wróżbiarstwa. Andrzej spodziewał się szklanej kuli, względnie filiżanki z fusami. Tymczasem okazało się, że była to zwykła astrologia. Poznali symbole wszystkich ważniejszych ciał niebieskich ziemskiego układu słonecznego. Przy okazji Palenque upewnił się, że znają kolejność układu planet. Potem przyszła pora na omówienie charakterystyki każdej z planet oraz powiązań ze znakami zodiaku.
— Zaczniemy od Słońca — odezwał się nauczyciel. — Jego znaczeniem symbolicznym jest źródło życia. Dodaje energii i wzmacnia. W każdej charakterystyce występuje jako pierwiastek męski. Kojarzy się ze zdrowiem, godnością i przywództwem.
Przeciwnością Słońca jest Księżyc, który niezmiennie jest pierwiastkiem żeńskim. Związany jest z płynnością, nawykami i cyklicznością. Ale także płodnością, pożądaniami oraz potrzebą bliskości. Poza tym dotyczy wychowania i wrażliwości. Jego symbolicznym znaczeniem jest zwierciadło życia. Ważne jest, abyście tego nie mylili.
Następnie Palenque przeszedł do omawiania planet, które opisywał według powszechnie przyjętej kolejności. Merkury wpływał na rozum, myśli i zasięg emocjonalny. Wiązał się także z aktywnością, zręcznością i umiejętnością wyrażania siebie oraz intelektem. Jego symbolicznym znaczeniem był posłaniec.
Łagodna i zmysłowa Wenus wpływała na miłość, sztukę i przywiązania, ale też przyjemności, stan posiadania czy moralność. Pod jej władzą znajdowały się również stosunki towarzyskie, małżeństwo oraz wszystkie sprawy, które człowiek najbardziej sobie cenił. Znaczeniem symbolicznym tej planety była bogini miłości.
Ziemia, której przymiotami były delikatność i doświadczenie wiązała się z życiowymi doświadczeniami, relacjami międzyludzkimi, empatią i współczuciem, ale także z tradycją i poczuciem wspólnoty. W symbolice przedstawiała ją matka.
Mars określany jako silny i kompetentny kojarzył się z siłą, ruchem fizycznym i odwagą. Patronował też władzy, pewności siebie oraz inicjatywie. Jego symbolicznym znaczeniem był wojownik.
Jowisz był patronem ludzi o szerokich horyzontach, zajmujących się chętnie filozofią, dobroczynnością i udaną działalnością zarobkową. Reprezentował optymizm, rozwój i dalekie podróże. Jego znaczeniem symbolicznym był prorok.
Saturna określało się jako wytrwałego i mądrego. Wiązał się z prawdą, starzeniem się, ambicją, odpowiedzialnością, dążeniem do kariery i ze wszelkimi mądrościami życiowymi. Symbolem, który go oznaczał był prawodawca.
Ludzie związani z Uranem byli oryginalni i ludzcy. Sama planeta posiadała wpływ na przełamywanie tradycji i była związana z nauką, wynalazkami, magią, psychologią, wolą oraz zdarzeniami nieoczekiwanymi. Jej symbolicznym znaczeniem był pobudzający.
Subtelny i tajemniczy Neptun rządził morzem i wszystkim co płynie, iluzjami, marzeniami oraz ideałami i religią. Władał też szachrajstwem i miał wpływ na dramat, środki znieczulające, więzienie oraz wszelkie instytucje. Z jego wpływami wiązało się też znaczenie symboliczne, którym był mistyk.
Pluton jako władca świata podziemnego ukazywał wszystko, co jest skrywane, włączając w to ludzką podświadomość. Rządził narodzinami i śmiercią, postępowaniem zbiorowym oraz sprawami, z którymi każdy z ludzi musi uporać się sam. Jego symboliczne znaczenie to władca ciemności.
Andrzej był przekonany, że to jedyne astrologiczne zagadnienia na ten dzień. Zapomniał jednak, że oprócz wpływów poszczególnych ciał niebieskich równie ważne, jeśli nie ważniejsze znaczenie mają ich układy na niebie i wynikające z tego wzajemne oddziaływania. Chłopakowi przypomniały o tym aksamitne płótna, które zawisły w powietrzu, gdy Palenque zakończył pierwszą część wykładu. Nakreślono na nich białą kredą koła horoskopów. Kolorowe linie łączyły ze sobą symbole planet.
— Aspekty — odezwał się nauczyciel — oznaczają powiązania pomiędzy strefami osobowości, które reprezentują poszczególne planety. Graficznie i matematycznie są to różnice kątowe pomiędzy planetami na mapie urodzenia.
Aspekty zawsze były dla Andrzeja mało zrozumiałą częścią astrologii, a wywód Palenque niestety nie sprawił, że chłopak zrozumiał coś więcej. Jedyne czego był na dobrą sprawę pewien to, że te różnice kątowe były niezwykle istotne dla poprawnego odczytania horoskopu. Optymizmem napawały go słowa nauczyciela, który nie spodziewał się, by Wybrańcy zdążyli kreślić czy choćby odczytywać pełne kosmogramy. Ale nie zwalniało ich to od znania teorii.
Każdy z sześciu głównych aspektów miał swój symbol, nazwę, orbitę i szczególne znaczenie, które mieli poznać. Orbitą określało się ilość dopuszczalnych stopni odchylenia od właściwego kąta aspektu.
Koniunkcja była aspektem, w którym planety w tym samym znaku zachowywały się w identyczny sposób i koncentrowały swoją energię. Kąt właściwy dla koniunkcji wynosił 10 stopni z orbitą 7 stopni, a znaczeniem była koncentracja.
Opozycja była położeniem planet o kącie 180 stopni i orbicie 7 stopni. Jej znaczenie to perspektywy. Taki układ oznaczał konflikt pomiędzy przeciwległymi znakami, który wytwarzał możliwość samooceny i dostrzeżenia perspektyw.
Najbardziej niekorzystnym aspektem była kwadratura, czyli stanowiące wyzwanie napięcie w układzie, w którym znajdowały się planety. Kąt właściwy w tym przypadku wynosił 90 stopni, a orbita 7 stopni. Znaczeniem tego aspektu było wyzwanie.
Nieco bardziej pozytywnym układem był sekstyl, czyli planety umieszczone w podobnych znakach, oferujące szereg okazji. I okazja właśnie była znaczeniem tego aspektu, którego kąt wynosił 60 stopni, a orbita 5 stopni.
Trygon będący łatwą kombinacją planet niosącą zadowolenie był aspektem o kącie 120 stopni i orbicie 7 stopni. Jego znaczenie to satysfakcja.
Ostatnim układem był kwinkunks, gdzie planety znajdowały się w znakach, które nie miały ze sobą nic wspólnego, co sugerowało potrzebę wprowadzenia zmian i reorganizację, która była znaczeniem tego aspektu. Kąt właściwy wynosił 150 stopni, a orbita 5 stopni.
— A tak to wygląda na kosmogramach — Palenque zaprezentował im zarówno schematy z aspektami o kątach właściwych dla danego aspektu jak i ich orbitami. — A tutaj — w powietrzu zawisły kolejne plansze — mamy schematy dla trzech lub więcej planet w tym samym aspekcie. Trzy lub więcej ciał położonych w obrębie 7 stopni na mapie tworzy stellium. W ten sposób ukazuje się wielka indywidualność lub niezwykłe zainteresowania.
Kiedy jedna planeta jest w kwadraturze do dwóch innych, powstaje kwadratura T. Z kolei cztery planety w opozycji, które jednocześnie są w stosunku do siebie w kwadraturze, formują wielką kwadraturę zwaną też czasem wielkim krzyżem. Jest to najpotężniejszy układ, jaki można znaleźć na mapie.
Ostatnim aspektem jaki omówił Palenque był wielki Trygon, czyli układ, gdzie trzy planety układały się w trygon. Łącząc ze sobą planety na mapie można było narysować trójkąt równoboczny. Układ ten związany był z wygodą, przyjemnościami i harmonią.
Po wykładzie ćwiczyli przez jakiś czas na kosmogramach odczytując różne aspekty. Szło im to dobrze, co nie było dziwne, bo mogli korzystać ze swoich notatek, w których mieli wszelkie potrzebne informacje. Andrzej zdawał sobie sprawę z tego, że to co udało im się odszyfrować to jedynie ułamek wiedzy jaką z tych schematów wyczytałby doświadczony astrolog.
— Widzę, że poszło nam dość szybko i mamy jeszcze trochę czasu do obiadu — zauważył nauczyciel. — Proponuję żebyśmy od razu przeszli do horoskopu i po zajęciach będziecie mieli więcej wolnego czasu.
Wybrańcy chętnie przystali na tę propozycję. Zdążyli przed posiłkiem omówić tylko jeden kamień z horoskopu Majów. Malachit kochał życie rodzinne. Lubił wszystko co było w normie i zwyczaju. Unikał nietypowych zachowań, ekstrawaganckich ludzi i obyczajów nieprzyjętych w jego środowisku. Był obdarzony łagodnym charakterem, starał się być życzliwym w stosunku do każdego. Nie lubił nikogo drażnić ani denerwować. To człowiek staranny i obowiązkowy. Unikał wszelkich nowości, wolał iść utartym szlakiem, stosować sprawdzone metody i sposoby. Lubił książki, czytał dużo i chętnie. Uczestniczył w spotkaniach z pisarzami, nieco snobował się na znajomości z ludźmi kultury i sztuki. Nie lubił zmian.
Kolejnym znakiem, który omówili już po obiedzie był turkus. Była to zazwyczaj osoba życzliwa, o zgodnym charakterze, sprawiedliwa i dobra, o miłej powierzchowności. Turkus często pełnił rolę dobrego ducha. Przez życie szedł prostą drogą, nie znosił krętactwa. W sprawach uczuć był subtelny i delikatny. Miał doskonałą pamięć, uczył się bez trudu i chętnie. Miał łatwy kontakt z ludźmi, był też gościnny i lubił być odwiedzany. Kochał podróże, a w drodze czuł się doskonale.
Ostatnim kamieniem jaki omówili tego dnia był onyks. Patronował on ludziom bardzo wrażliwym i delikatnym, którzy z trudem radzili sobie z życiowymi przeciwnościami. Nie byli wytrwali, brak im było wytrzymałości i cierpliwości. W większym gronie byli nieśmiali, nie potrafili się wykazać. Mieli talenty artystyczne, głównie do rzemiosła artystycznego, malarstwa czy rzeźby. Kochali podróże i dalekie wędrówki, czasem bez celu. Chętnie stykali się z nowymi ludźmi.
Tuż po zajęciach Basia i Orion udali się na długi spacer wokół jeziora. Pozornie wyglądało to na zwykłą przechadzkę przyjaciół, ale Andrzej i Gosia wiedzieli, że zakochani chcą się lepiej poznać. Chłopaka bawiło to, w jaki sposób rozwijała się ta znajomość. Najpierw zapewnienie o wzajemnej, dozgonnej miłości, a dopiero teraz oboje chcieli się czegoś o sobie dowiedzieć. Jego starszą kuzynkę cała ta sytuacja bawiła zdecydowanie mniej, a fakt, że to Basia zainicjowała wyznanie na początku ją zszokował. Wiedziała, że siostra jest niezależna i pewna siebie, ale takie zachowanie wydawało się mało dojrzałe, a to do Baśki zupełnie nie pasowało.
— No to zostaliśmy sami — stwierdziła Gośka sadowiąc się pod jednym z rozłożystych drzew.
— Tak właściwie to ty zostajesz sama — poprawił ją kuzyn.
— Idziesz sobie? A co ze mną? Mam tu siedzieć, kiedy Baśka mizdrzy się do Oriona, a ty uciekasz Bóg wie dokąd?
— Może też będziesz miała okazję do mizdrzenia — odparł tajemniczo zerkając w bok. — A na pewno nie zostaniesz zupełnie sama. Baw się dobrze.
— Andrzej, a niby w co mam się tu niby bawić?! W liczenie trawy?
Chłopak nawet się nie odwrócił. Zupełnie jakby jej nie słyszał. Za to Wybranka nagle usłyszała szelest dobiegający z przeciwnej strony.
— Czyżby doskwierał ci brak towarzystwa? — spytał Gotard, który pojawił się nie wiadomo skąd.
— Jak widzisz zarówno moja siostra jak i mój kuzyn uznali, że można mnie zostawić samą.
— Nie jesteś zupełnie sama — Elf niemal powtórzył słowa Andrzeja. — Masz ochotę na spacer?
— Czemu nie — dziewczyna chwyciła wciągniętą ku niej rękę młodzieńca.
Zanim Andrzej zagłębił się w las, obserwował przez chwilę Gośkę i Gotarda. Upewniwszy się, że dziewczyna jest w dobrych rękach, chłopak udał się na spotkanie z Ikarem. W połowie drogi dołączył do niego Rivus, który miał mu pomóc w ćwiczeniu lewitacji.
— Czy to, że Earthiona jest związana z Pierwiastkiem Serca wiąże się jakąś z ilością związków tu zawartych? — spytał Wybraniec.
— Chyba nie rozumiem.
— Chodzi mi o to, czy ludzie tutaj częściej się zakochują, albo czy jest tu więcej par.
— Nie wiem — przyznał Pegaz. — Czemu pytasz? Czyżby ktoś wpadł ci w oko?
— Co? Och, nie. Tak po prostu spytałem.
Andrzej porzucił ten temat. Musiał się pilnować, żeby nikomu nie zdradzić co łączy Baśkę i Oriona. A co do Gotarda to trudno było powiedzieć czy czuje do Gośki chociażby sympatię.
Kiedy dotarli na polanę Ikara, nikogo tam nie było. Z początku myśleli, że ich kompan jak zwykle jest niewidzialny, ale humanoid nie pojawił się mimo nawoływania.
— Jesteśmy sporo wcześniej niż zazwyczaj — zauważył Andrzej.
— Trudno — stwierdził Pegaz. — Nie przyszła góra do Krasnoluda, poszedł Krasnolud do góry… Coś nie tak? — spytał widząc nieco zaskoczoną minę chłopaka.
— Nie, nie. Po prostu znam nieco inną wersję tego powiedzenia. Chodźmy.
— Chyba raczej jedźmy. Wsiadaj, będziemy tam szybciej. — Widząc tym razem zmieszanie na twarzy Homectusa dodał — Co znowu?
— Nie masz siodła.
— Nigdy nie jeździłeś na oklep? — Rivus nie krył zdziwienia.
— Nigdy nie jeździłem konno. Przynajmniej zanim przybyłem tutaj.
Pegaz pokręcił tylko głową i przyklęknął dając chłopakowi do zrozumienia, że kiedyś musi być pierwszy raz. Andrzej dosiadł Rivusa, chociaż nie był przekonany czy to dobry pomysł. Z tego co słyszał jazda bez siodła nie należała do najprzyjemniejszych.
— Ale nie wyrywaj mi włosów z grzywy! — prychnął koń po chwili.
— Przepraszam, ale to dlatego, że strasznie tu trzęsie.
— Trzymaj się!
Pegaz rozłożył szeroko skrzydła i nim Wybraniec zdążył zaprotestować wzbił się w powietrze. Tryskając strumieniami wody torował sobie drogę wśród koron drzew. Andrzej jedną rękę oplótł wokół szyi Rivusa starając się nie zsunąć, drugą zaś osłaniał się przed spadającymi kawałkami gałęzi.
— Jak nie wyrywasz mi grzywy, to mnie dusisz — zacharczał Astronus kiedy znaleźli się nad lasem i wyrównali lot.
— Nie rób mi takich niespodzianek!
— Przyzwyczajaj się. Nie zawsze trafi ci się koń z siodłem.
Andrzej nawet nie próbował się kłócić. Zajął się podziwianiem widoku, jaki miał przed sobą. Popołudniowe słońce oświetlało chmury we wspaniały sposób, nadając im niezwykłą, intensywnie pomarańczową barwę.
— Widzę jakieś miasto. I jeszcze jedno. I następne…
— Oczywiście — zaśmiał się Rivus. — Chyba nie myślałeś, że chata Rudida jest jedyna w całej Earthionie?
— Oczywiście, że nie, ale spodziewałem się wiosek, a nie dużych miast.
— To najbliżej nas to Corbasis, stolica Earthiony. Dalej za nim widać Specullus, a jak spojrzysz w lewo, dojrzysz Fulgimentum.
— Dużo macie tu miast?
— W każdej z Krain po trzy do sześciu. Zwykle zależy to od wielkości krainy. Część z nich na pewno odwiedzimy po drodze.
— Rivusie, co czeka mnie podczas Wyzwania?
— Nie wiem — odparł Pegaz z powagą.
— Nie gadaj. Jesteś księciem i Astronusem. Mam uwierzyć, że nic nie wiesz o Misselementum?
— Zadania, które czekają ciebie i twoje kuzynki maja sprawdzić waszą wiedzę i to, czy potraficie wykorzystać ją w praktyce. Ale zadania za każdym razem są inne i znają je tylko Aroruatorzy danego Pierwiastka. Kiedyś na przykład kandydat musiał pokonać hydrę, ale zrezygnowano z podobnych wymagań. Chyba.
Andrzej pożałował, że zadał to pytanie. Może jednak lepiej było nie wiedzieć, co może go czekać i wierzyć, że nauki, które pobierali solidnie przygotują ich do Wyzwań.
Nagle coś świsnęło chłopakowi koło ucha o mało nie pozbawiając go równowagi.
— Nie pomyliliście kierunków? — spytał Ikar zawisając w powietrzu. — Polana jest w przeciwną stronę.
— Ale ciebie tam nie było — zauważył Rivus. — Dlatego postanowiliśmy po ciebie polecieć.
— To dobrze, że wreszcie oderwałeś się od ziemi — Sylfid zwrócił się do Wybrańca. — Szkoda tylko, że nie o własnych siłach.
— Wiem, wiem — odparł chłopak. — Najchętniej byś mnie zrzucił, żebym musiał utrzymać się w powietrzu.
— Bez przesady. Popracujemy nad tym w inny sposób. Zebrałem już grupę pomocniczą.
— A to ja już się nie nadaję? — zażartował Pegaz.
— Powiedzmy, że na dzisiaj mój plan zajęć przewiduje nieco inną pomoc.
— To nawet dobrze się składa, bo mam coś do załatwienia. Nie będziesz miał nic przeciwko, jak wysadzę cię teraz na ziemi? — spytał Andrzeja. — Polana jest niedaleko.
Dzięki Bogu, pomyślał chłopak kiwając twierdząco głową. Twarda ziemia to było to, czego w tej chwili trzeba mu było najbardziej. Z trudem opanował drżenie kolan, kiedy już zsiadł z Pegaza.
— Mam dla ciebie pracę domową — powiedział Ikar kiedy Rivus odjechał.
— Już? Myślałem, że pracę domową zadaje się po lekcji.
— Po zajęciach możesz mieć głowę zajętą czymś innym. Dowiedz się jak najwięcej o Hippogrypasach i Foinixach. Tylko nie pytaj żadnego z Astronusów, bo cię rozgryzą. W bibliotece Rudida z pewnością znajdziesz jakiś bestiariusz.
Ikar nie kłamał mówiąc, że zebrał ekipę pomocników. Tego dnia miała im towarzyszyć znaczna grupa stworzeń. Andrzeja martwiło tylko to, że wygląd niektórych z nich nie budził zaufania. Zapowiadało się ciężkie popołudnie.